Sylwiakruszynska's Blog

SO SING ME HAPPY BIRTHDAY…LIKE IT’S GONNA BE YOUR LAST DAY

Posted in Abstract and places, Travel by Sylwia Kruszyńska on Marzec 23, 2010

Kolejny wypad do Warszawy, tym razem bez biegu wedle własnych kaprysów i egoistycznych pobudek. Podróżując w pociągu zawsze czuje się jak w jakiejś próżni, zawieszenie między dwoma scenariuszami….muszę przyznać że scenariusz Warszawy przyciąga zdecydowanie mocniej…tak więc jadę sobie tym pociągiem, zagaduje zagranicznych studentów po angielsku a w przedziale obok nastolatki doprowadzają się wódką w stan euforii przy akompaniamencie Lady Gaga, buntując się każdą komórką swojego ubranego na różowo ciała…chłopcy czują hormony.  Kiedy kompani z mojego przydziału wysiedli w Tczewie zostałam sama, zgasiłam światło i czekałam przez noc aż “próżnia” drogi minie nasłuchując jakąś tandetną amerykańską wokalistkę.

…………………………………………………………………………………………………………………………………………………………….

IN ENGLISH

Another trip to Warsaw, but this time without running, just due to my own egoistic desires. While sitting in a train I feel like in a black time whole between two scripts … must admit that the Warsaw script definattely atracts me more. So…. I’m on this train talking with students from another country (I’ve just met them) and in the next bracked a bunch of teenagres in a state of euphory get drunk with vodka while listening to Lady Gaga, they rebell with every single cell of their dressed up in pink body…and boys do feel hormones. When guys who accompanied me in the bracked droped out in Tczew I’ve turn out the lights and waited through the night for the time “black whole” to end, listening to a tandet american vocalist of a commercial type.

Lustro prawdę Ci powie…..więc zapytałam. Wybił mi 23 rok życia, czy coś się zmieniło? Niech pomyślę…..na twarzy wszystko na swoim miejscu, zmarszczek jeszcze raczej nie… bez przesady to za szybko. Po ogólnym przeglądzie stwierdziłam że młodość ma się dobrze i nigdzie nie wyciekła (co w moim wieku oczywiste). No dobra… więc mam te 23 lata i co z tego? Coś się zmieniło? Sporo, czy czegoś żałuję? Nie. Czy teraźniejszość i czas przyszły zapowiadają się dobrze? Tak. No i super.

Cel na dziś, kopiec z którego być może widać Warszawę. Ogólnie przyjechałam teraz do Warszawy bez oczekiwań i dostałam więcej niż mogłabym przypuszczać. Mam na myśli symbolikę…bo kto mógłby się pochwalić urodzinową wyprawą na kopiec który okazał się wysypiskiem śmieci albo urodzinowym tortem lodowym który wygląda jak lazania? I o to mi właśnie chodzi, bez konwencji idealnie rozplanowanego dnia dopiętego na ostatni guzik, wraz z tą uroczystą atmosferą święta. Czysta spontanicznośc i radość z drobnych rzeczy. Jedne z najlepszych urodzin jakie miałam.

……………………………………………………………………………………………………………………………………………………..

IN ENGLISH

The mirror never lies …so I asked. Twenty third year of live just came banging at my door, did anything change? Let me think….on my face everything’s on place, no wrinkles yet…no seriously it would be too fast. After diagnosing I’ve noticed that everything looks good and youth isn’t spilling out anywhere yet (what is bovious at my age). Ok…so I’m 23 and what? Did anything change? A LOT. Do I regret anything? No. Does the present and future show optimistic views? Yes. So everythings great.

Goal for today, a hill where there may be a view of Warsaw. All in all I came to Warsaw without any expectations and got far more than I could ever imagine. I mean symbols…how many people could say they where on a birthday trip on a hill which turned out to be a dumping site and that they had a birthday ice-cream cake which looked like lasagne? And that’s what I’m writting about, without any convencial planing with the whole pathos of celebrating “a very special day”. Pure spontanious acting and joy comming from small things. One of the best birthdays I ever had.

Podczas pobytu w Warszawie zrealizowałam “plan zielony” w cudzej interpretacji. Wieczorem wjechaliśmy na 40piętro  i w miejscu które nazywa się “Panorama” gapiłam się z nosem przy szybie na widok Warszawy nocą. Fajnie było mieć świadomość tego że tam na dole między migającymi światłami poruszające się “mrówki” gnają być może z pracy w ogólnym pośpiechu planując kolejny dzień. Esencja zabieganej Warszawy….ale nie my. STOP…czas dla mnie, ja nie biegnę.

………………………………………………………………………………………………………………………………………………………..

IN ENGLISH

During my stay in Warsaw I had my “green plan” realised  according to interpretation of someone. In the evening we came up on te 40 floor to a place called “Panorama” and I stared with my face on the window at the view of Warsaw at night. The awarness that down there between the blinking lights the moving “ants” run probably from work and already are planing in a hurry the next day. The essence of  “running” Warsaw…but not us. STOP…time for me, I’m not running.

FEEL GOOD!

Posted in Abstract and places by Sylwia Kruszyńska on Marzec 16, 2010

Coś się dzieję….w głowie zachodzą procesy myślowe o innym niż dotąd charakterze a wszystko to pod hasłem “WIOSNA”.
Zaczęło się od malowania drzwi w łazience. Nieukrywaną radością pięciolatka pomazałam się tikurillą podczas tej jakże skomplikowanej czynności – obudził się we mnie męski pierwiastek. Następnie w rytmie salsy stanęłam dumnie przed swoim dokonaniem wycierając policzek (nieświadomie rozmazując farbę w geście dziecka wojny). Tak….. to jest TO. Coś się zmienia, odświeżanie, odkurzanie i wywietrzanie zarówno w sensie dosłownym jak i przenośni.

Ostatnio organizm dawał mi popalić, stwierdził że chce rewolucji i zrobił przewrót. Ta ofensywna polityka doprowadziła do kapitulacji z mojej strony i ostatecznie zawarliśmy konsensus…. póki co nastroje polityczne się uspokoiły i ani ja ani on nie obrzucamy się już błotem ;) Iście demokratyczne podejście – piszę o tej ideologicznej demokracji (nie o tej która przybiera postać wilka w owczej skórze ;) )

Do wszystkich “moich” a zwłaszcza do vel Mamuta, przepraszam że ostatnio znikłam z placu boju ale borykałam się z kilkoma kwestiami. Pamiętam o Was i po powrocie z Warszawy będę wyciągać.

Z poważaniem (ale bez powagi) pijana powietrzem…tudzież tikurillą.

………………………………………………………………………………………………………………………………………..

IN ENGLISH

Something’s happening….there are certain pocessing in my head which creates inner thoughts than usuall, it’s all connected with one word “SPRING”.
It all begun from painting the bathroom door. With an obvious sensation of happines, simmillar to a five year old kid I’ve covered myself with tekurilla during this (how difficult!) process – a male elemnt has awaken within me. Next in the rythm of salsa I stood proudly in front of my masterpiece rubbing my chick ( I didn’t noticed that I was smudging paint all over it like child of war). Yes…that’s IT. Somethings changing, refreshing, vacuming and airing out in the obvious and methaphoric meaning.

Lately my organism gave me a hard time, he announced that he want rewolution and started the oppression. This offensive politics led to my capitulation and at the end we gain consensus….as for now the politics moods have calmed down and neither I nor him from mud at each other ;) Quite democratic estabilishment – I’m writting about this idealistic democracy (not about this one functioning under the shape of a wolf in sheep skin ;) ).

To all my “buddies” especially to vel Mammoth, I’m sorry I’ve been lately unpressent on the battlefield but had some stuff of my own to handle ;) I didn’t forget about you and as soon as I come back from Warsaw I’ll be calling you to hang out together.

With regards (but not too serious)
Drunk with air….or ticurilla .

WIOSNA, powoli kończy się zimowy sen / SPRING, the winter sleep is comming to an end

Konfrontacja z przeszłością / Confrontation with the past

Posted in Abstract and places, Portraits, Uncategorized by Sylwia Kruszyńska on Marzec 6, 2010

Nigdy nie lubiłam powtarzających się sytuacji, oglądania dwa ray tego samego filmu, czytania tej samej książki czy nawet wracania tą samą drogą, którą się przyszło.  Jednak czasami jest coś takiego że mimowolnie wraca się do obrazów zapisaych w pamięci i przewija je się na nowo….potem znowu….i kolejny raz w poszukiwaniu odpowiedzi czy przyczyn. Myślę że należy wyciągać wnioski i się ich trzymać ale nie warto odwracać się za siebie. Preferuję konsekwentnie iść do przodu z całą tą swoją wybujałą dumą i godnością. Bo przecież to przyszłość warunkuję jak będziemy postrzegać czas który upłynął, czy go zmarnujemy. Jeśli czujesz że przelałeś fragment życia przez palce wiń siebie bo sam o nim decydujesz, jeśli wpadłeś w turbulencje i upadłeś – wstań, otrzep się i idź dalej. Wyciągaj wnioski i nie marnuj go więcej…

P.S. Chrzanić Rzym…. jadę do Warszawy. Tam będą lepsze klatki do filmu.

………………………………………………………………………………………………………………………………….

IN ENGLISH

I always tried to avoid having experienced twice the same situations, watching the same film, reading the same book twice or even walking back the same way which I walked to the spot. Sometimes though there’s something that makes us go back to the memories of our experiences, we rewind them…and again….and even once more in search of causes or anwsers. I think that conclusions are important but once we make them there’s no use of looking back. I prefer to go forward with all the pride and dignity. All in all it’s the future that dictates the way we will look at the time witch has passed, if we waste it. If you feel you’ve just poored a part of life through your thingers blame yourself as no one lived your life insted of you. That’s your choice how will u plan it and if you’ve fallen into turbulations – stand up, snap out of it and go forward. Just wind up and don’t waste your life any more…

P.S. Screw Rome….I’m going to Warsaw. Think that there will be beter shoot’s for the memory of the past :)

KONSUMPCJA PRZESZŁOŚCI / CONSUMPTION OF THE PAST

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.