KRAKÓW, long gone before daylight
Weekend majowy zaowocował wypadem do Krakowa. Przyznaje – polubilam to miasto. Plan wyglądał następująco:
- dzień pierwszy, odpoczynek po podróży
- dzień drugi zwiedzanie centrum
- dzień trzeci śladami holokaustu tj zwiedzanie Kazimierza
Kilka dni wyrwanych z kontekstu w których czas ma własną plastykę…
Miałam się wyprodukować przy tym wpisie jako że sporo przemyśleń ostatnimi czasy miewam ale na to będzie jeszcze czas
Tym bardziej że już bukuje terminy na projekty zdjęciowe, które zapewne tuż po realizacji zjawią się na blogu.
…………………………………………………………………………………………………………………………………………
IN ENGLISH
I spent the may hooliday in Cracow. Must admit – I really liked that city. The plan was following:
- first day, resting after the trip
- second day, visitting the city center
- third day, following the tracks of holocaust, visiting Kazimierz
A fiew abstract days where time has its own plasticity…
Wanted to write an esey during this post as I came across many thought during the last period of time but I suppose there will be time for that later
Im planning dates of photoprojects which probably soon after realisation will land in my blog.
Przebywając w Kazimierzu zwiedziłam to miejsce nie tylko z komercyjnego punktu widzenia: synagoga, cmentarze żydowskie, pomniki po rzezi Żydów….chciałam wsiąknąć głębiej, czuć więcej. Wchodziłam w kamienice, zwiedzałam zaułki…to miejsce naprawdę przygnębia. Kamienice obrośnięte wewnątrz grzybem, wyniszczone i rozsypujące się (tam wciąż mieszkają ludzie!). Pewien artysta stworzył pomnik, wielki betonowy prostokąt pusty w środku, na stropie wyryty napis “AUSCHWITZ”. Dlaczego go stworzył, pod wpływem frustracji. Pewna firma turystyczna ogłaszała atrakcje jakie zapewnia swoim klientom, opisywała wspaniale spędzony czas zwiedzając obóz koncentracyjny w Auschwitz zapewniając “liczne atrakcje” i wyśmienitą zabawę dla całej rodziny. Czy faktycznie społeczeństwo staje się tak bezmyślne i plastikowe aby postrzegać takie miejsca jako “ciekawą atrakcję dla całej rodziny”? Odbieram Kazimierz jako pomnik historii, który jest przestrogą, nauką na przyszłość. Z pewnością daje do myślenia….
………………………………………………………………………………………………………………………………………………………..
IN ENGLISH
In Kazimierz I saw the place not only from the commercial type of wiev: synagog, jewish cementeries, monuments after mass murders of Jews…I wanted to know, fell more. I entered old tenement houses, forgotten alleys…this place was really giving a feeling of sadness. Tenement houses filled with mould inside, devastated and in ruin (people are still living there!). One artist created a monument, big, concrete rectangle empty inside. On the ceiling there was craved “AUSCHWITZ”. Why did he create it? It was a wave of frustration. A touristic firm announced the attractions in which their clinets could be provided while visitting Auschwitz. It was mentioned as a wonderfull place full of attractions for the whole fammily. Does our society really become so unthinking and plastic to percieve such places as “a great deal of familly enjoyment”? In my eyes Kazimierz is a historical monument, a warning and a lesson for the future. It certainly should make us deliberate…
SO SING ME HAPPY BIRTHDAY…LIKE IT’S GONNA BE YOUR LAST DAY
Kolejny wypad do Warszawy, tym razem bez biegu wedle własnych kaprysów i egoistycznych pobudek. Podróżując w pociągu zawsze czuje się jak w jakiejś próżni, zawieszenie między dwoma scenariuszami….muszę przyznać że scenariusz Warszawy przyciąga zdecydowanie mocniej…tak więc jadę sobie tym pociągiem, zagaduje zagranicznych studentów po angielsku a w przedziale obok nastolatki doprowadzają się wódką w stan euforii przy akompaniamencie Lady Gaga, buntując się każdą komórką swojego ubranego na różowo ciała…chłopcy czują hormony. Kiedy kompani z mojego przydziału wysiedli w Tczewie zostałam sama, zgasiłam światło i czekałam przez noc aż “próżnia” drogi minie nasłuchując jakąś tandetną amerykańską wokalistkę.
…………………………………………………………………………………………………………………………………………………………….
IN ENGLISH
Another trip to Warsaw, but this time without running, just due to my own egoistic desires. While sitting in a train I feel like in a black time whole between two scripts … must admit that the Warsaw script definattely atracts me more. So…. I’m on this train talking with students from another country (I’ve just met them) and in the next bracked a bunch of teenagres in a state of euphory get drunk with vodka while listening to Lady Gaga, they rebell with every single cell of their dressed up in pink body…and boys do feel hormones. When guys who accompanied me in the bracked droped out in Tczew I’ve turn out the lights and waited through the night for the time “black whole” to end, listening to a tandet american vocalist of a commercial type.
Lustro prawdę Ci powie…..więc zapytałam. Wybił mi 23 rok życia, czy coś się zmieniło? Niech pomyślę…..na twarzy wszystko na swoim miejscu, zmarszczek jeszcze raczej nie… bez przesady to za szybko. Po ogólnym przeglądzie stwierdziłam że młodość ma się dobrze i nigdzie nie wyciekła (co w moim wieku oczywiste). No dobra… więc mam te 23 lata i co z tego? Coś się zmieniło? Sporo, czy czegoś żałuję? Nie. Czy teraźniejszość i czas przyszły zapowiadają się dobrze? Tak. No i super.
Cel na dziś, kopiec z którego być może widać Warszawę. Ogólnie przyjechałam teraz do Warszawy bez oczekiwań i dostałam więcej niż mogłabym przypuszczać. Mam na myśli symbolikę…bo kto mógłby się pochwalić urodzinową wyprawą na kopiec który okazał się wysypiskiem śmieci albo urodzinowym tortem lodowym który wygląda jak lazania? I o to mi właśnie chodzi, bez konwencji idealnie rozplanowanego dnia dopiętego na ostatni guzik, wraz z tą uroczystą atmosferą święta. Czysta spontanicznośc i radość z drobnych rzeczy. Jedne z najlepszych urodzin jakie miałam.
……………………………………………………………………………………………………………………………………………………..
IN ENGLISH
The mirror never lies …so I asked. Twenty third year of live just came banging at my door, did anything change? Let me think….on my face everything’s on place, no wrinkles yet…no seriously it would be too fast. After diagnosing I’ve noticed that everything looks good and youth isn’t spilling out anywhere yet (what is bovious at my age). Ok…so I’m 23 and what? Did anything change? A LOT. Do I regret anything? No. Does the present and future show optimistic views? Yes. So everythings great.
Goal for today, a hill where there may be a view of Warsaw. All in all I came to Warsaw without any expectations and got far more than I could ever imagine. I mean symbols…how many people could say they where on a birthday trip on a hill which turned out to be a dumping site and that they had a birthday ice-cream cake which looked like lasagne? And that’s what I’m writting about, without any convencial planing with the whole pathos of celebrating “a very special day”. Pure spontanious acting and joy comming from small things. One of the best birthdays I ever had.
Podczas pobytu w Warszawie zrealizowałam “plan zielony” w cudzej interpretacji. Wieczorem wjechaliśmy na 40piętro i w miejscu które nazywa się “Panorama” gapiłam się z nosem przy szybie na widok Warszawy nocą. Fajnie było mieć świadomość tego że tam na dole między migającymi światłami poruszające się “mrówki” gnają być może z pracy w ogólnym pośpiechu planując kolejny dzień. Esencja zabieganej Warszawy….ale nie my. STOP…czas dla mnie, ja nie biegnę.
………………………………………………………………………………………………………………………………………………………..
IN ENGLISH
During my stay in Warsaw I had my “green plan” realised according to interpretation of someone. In the evening we came up on te 40 floor to a place called “Panorama” and I stared with my face on the window at the view of Warsaw at night. The awarness that down there between the blinking lights the moving “ants” run probably from work and already are planing in a hurry the next day. The essence of “running” Warsaw…but not us. STOP…time for me, I’m not running.
CAPITAL CITY – WARSAW
Tak wiem, zapowiadałam że zrobię w końcu jakiś projekt ale czas nie pozwolił mi na realizacje takowego. Tym razem zawędrowałam do Warszawy w celu zwiedzenia miejsca, współpracy z dwoma fotografami jako “płótno” i myślę że ogólnej chwilowej ucieczki z Trójmiasta. Spakowałam walizkę i pojechałam w liczbie pojedynczej. Przez te pięć dni jak zwykle podczas takich wypraw miałam okazję poznać wspaniałych ludzi których serdecznie pozdrawiam. Najbardziej w pamięci utkwiła mi rozmowa z Japonką która wybrała się w roczną podróż żeby obejrzeć świat, Hindusem który był kucharzem i wybierał się właśnie do Włoch, Sebastianem który był na kursie winiarskim i marzył o tym żeby wyprowadzić się do Włoch i tam pracować w tym przemyśle….i jeszcze jedną osobą. Kogoś z kim prowadziłam długie rozmowy rano i wieczorem i dał mi wiele o myślenia
Myślę że osoba ta nadała kolorytu temu pobytowi, zwłaszcza że w pewnym sensie mieliśmy podobną motywację. Tak czy inaczej każda osoba z którą rozmawiałam reprezentowała sobą jakąś wartość a przeprowadzone dialogi mam zamiar zachować w pamięci, bo wiele mogłam się dzięki nim nauczyć o ludziach
Muszę przyznać że już tęsknie za Warszawą, zwłaszcza że motywacja żeby tam wrócić jest dużo większa niż przypuszczałam, wiem że następnym razem zastanę tam coś więcej niż tylko wysokie budynki…kogoś więcej.
A 17 marca już wylot do Rzymu
Może przed wylotem uda mi się w końcu jakieś zdjęcia zrealizować
…………………………………………………………………………………………………
IN ENGLISH
Yeah, I know I said that soon I’ll arrange some shoots but simply didn’t have enough time to do so. This time I traveled to Warsaw in purpouse of sightseeing, working with two protographers as a model and running away from Trójmiasto. I packed my suitcase and wen’t there all by myself. During those five days I had an opportunity to meet great people as usuall in such circumstances. The most specific dialogs where with a girl from Japain who set out on a one year journey to see the world, aHuindi guy who is a cook and was going to fly t Italy, Sebastian who was on a wine course and dreamed of living in Italy in the future while working in this profession…. and one more person, most important. Someone with whom I had long discussions during the evenings and mornings….he made me wonder about many things
I think he brought colour to this trip especially that we had the same motivation in a way. Any way, every person with whom I talked represented certain values and thanks to them I could learn more about people
I must admit that I already miss Warsaw, the motivation to come back to this city is bigger than I thought. I know that next time there’ll be waiting for me something more than only tall buildings….someone more.
17th march flying to Rome already
Perhaps I’ll manage to do some shots of my own before the trip. Hope so







zostaw komentarz